Perfekcjonizm. Nie wiem, czy to zmora naszych czasów, czy tak było zawsze, jednak im więcej pracuję coachingowo i mentoringowo, tym częściej obserwuję, jak bardzo jest dzisiaj powszechny i podcina skrzydła niejednej osobie.

Każda moneta ma dwie strony i perfekcjonizm ma także swoje zalety. No bo co jest niby nie tak z wyznaczaniem sobie wysokich standardów, ambitnych celów i ciężką pracą? Tak naprawdę problemem nie są ani wyśrubowane standardy ani ciężka praca.

Perfekcjonizm staje się problemem, kiedy powoduje wyczerpanie emocjonalne, uniemożliwia osiągnięcie sukcesu lub szczęścia.

Ja też jestem z tych ambitnych, które lubią stawiać sobie wyzwania i które spełniają swoje marzenia. Jestem dość waleczna i uważam, że to rzeczywistość wokół warto dostosowywać do siebie, a nie biernie dostosowywać się do tego, co przynosi los. Jeszcze parę lat temu w ogóle bym się nie odważyła nagrywać podcastów, video, ani robić webinarów.  Ani nawet pomyśleć o tym, że mogłabym sama stworzyć swoją własną stronę internetową. i prowadzić firmę. Wydawało mi się, że trzeba się uczyć latami, żeby mieć do tego gotowość. W końcu ja jestem z pokolenia, które musiało studiować 5 lat na wyższej uczelni, żeby móc wykonywać jakiś zawód, czyli oficjalnie coś umieć.

Przestawienie się na nowoczesne czasy, w których dostęp do wiedzy pozwala nam się uczyć nieporównywalnie szybciej niż kiedyś, jest dla mnie jedną z najciekawszych przygód rozwojowych. Młodsze pokolenia pewnie nie bardzo wiedzieć, o czym mówię, ale dla mojego pokolenia – dzisiejszych już prawie 40-latków – to naprawdę duża zmiana.

Nic dziwnego, że z bagażem naszego wychowania i systemu edukacji, w którym Internet był raczkującą nowinką z zachodu, mamy zakusy do wiecznego poczucia, że za mało wiemy, za mało umiemy, żeby z czymś wystartować lub cokolwiek zmienić w swoim życiu. Kiedy do mnie dotarło, że czasy się zmieniły i inwestując swój czas, energię i pieniądze, mogę nauczyć się nowego zawodu znacznie szybciej niż kiedyś, zachwyciłam się możliwościami, które dzisiaj mamy. Mamy wszyscy, bez wyjątku.

Nauczyłam się patrzeć na to co robię z dwóch perspektyw: widzieć to, czego jeszcze nie ma, co dopiero planuję zrobić. Ale widzieć i doceniać też to, co już tam jest. To, co zrobiłam, czego się nauczyłam. Co dzisiaj jest już zrobione, a jeszcze chwilę temu było tylko w planach.

Bardzo pilnuję tego, żeby zachowywać balans pomiędzy tymi dwiema perspektywami. Jeśli coś zrobisz, jeśli zakończysz jakiś ważny projekt czy nawet etap projektu, zrób sobie STOP. Wielkie ogromne STOP. Dlaczego? Bo żyjemy w takim pędzie, że jak zrobimy jedną rzecz, natychmiast pędzimy do kolejnej. Nie zatrzymujemy się, by docenić to, co zrobiłyśmy. Nie zatrzymujemy się, by docenić innych. I zdecydowanie za mało zatrzymujemy się, by docenić siebie.

Kiedy zarobiłam swoją pierwszą konkretną pensję we własnej firmie, zabrałam rodzinę na weekend wyjazdowy. Za własne, zarobione w firmie pieniądze. Nie przeznaczyłam ich tylko na rachunki i tym podobne mało motywujące wydatki. Wydałam na wyjazd i byłam dumna jak paw płacąc w hotelu pieniędzmi zarobionymi poza etatem. Cudowne doświadczenie, które ładuje pozytywnie na długo. Jeśli zatrzymasz takie chwile na moment, Twoja motywacja Ci się odwdzięczy. Spróbuj, sama zobaczysz…

W dobie tylu możliwości, ile dzisiaj mamy, często zapominamy także o tym, że nauczenie się czegoś nowego jest procesem. Chcemy dzisiaj wszystko natychmiast. I kiedy natychmiast nie udaje się czegoś osiągnąć, mamy do siebie pretensje. Z każdej strony tak jesteśmy bombardowani naukami o efektywności, skupianiu się na celu, że zapominamy kompletnie, że osiąganie tych celów jest procesem, a nie pojedynczym momentem w czasoprzestrzeni, który pojawi się na nasze pstryknięcie palcami.

Za mało pozwalamy sobie na uszanowanie tego procesu.

Za mało czasu dajemy sobie na osiąganie naszych celów.

Za mało przyzwolenia dajemy sobie na błędy.

I zdecydowanie za mało akceptujemy, że czasem trzeba zrobić krok do tyłu, by móc zrobić krok do przodu.

Niby oczywiste rzeczy, życie po prostu. A mam wrażenie, że dzisiaj właśnie z tymi oczywistymi prawdami najbardziej walczymy.

Ciągle się czegoś uczymy, ciągle się czegoś dowiadujemy nowego. Świat wokół nas zmienia się tak szybko, że tak naprawdę nie mamy wyjścia. Tylko kiedyś ten proces najpierw był teoretyczny przez lata (okres studiów i zdobywania wiedzy na sucho), a dopiero potem wkraczaliśmy do realnego świata działań. Dzisiaj uczymy się on-the-job. Jednocześnie przyswajamy teorie i niemalże od razu sprawdzamy je w życiu. Teoria przenika się z praktyką. Cały czas. Bez końca. Jeżeli ja patrzę na to, co robię, jak na proces, który potrzebuje czasu i który składa się z etapów, to znacznie łatwiej mi doceniać to, gdzie jestem i co już mam. I zwyczajnie jestem wtedy dla siebie łagodniejsza w ocenie i nie ustawiam sobie poprzeczki tak wysoko, że brakuje tchu.

A Wy? Przyłączacie się do mnie? Zamieniamy perfekcjonizm na proces i akceptujemy to, że uczymy się w działaniu, przez całe życie i etapami?

iTunes – Android – RSS – pobierz mp3