Do dzisiejszego odcinka zainspirowała mnie codzienność. Taka moja bardzo domowa prywatna codzienność, którą istotną część stanowi piłka nożna.

Jeszcze do niedawna ja należałam raczej do tych osób, które interesują się piłką nożną tylko wtedy, kiedy nasza reprezentacja gra super ważny mecz. tak było do momentu, aż małym piłkarzem nie został mój syn. Teraz jest koniec czerwca i właśnie zakończyliśmy sezon ligowy, który był bardzo intensywny. Bo to były 3 treningi w tygodniu i praktycznie w każdy weekend mecz. Całkiem sporo. I dla niego, i dla nas. Kiedy na początku zeszłego roku dostaliśmy harmonogram rozgrywek byliśmy lekko przerażeni. Jak my to ogarniemy? Jak na to wszystko siłę i energię znajdzie nasze dziecko? Szkoła, treningi, mecz w każdy weekend?

Ile trzeba mieć w sobie motywacji, żeby cały rok, tak regularnie i intensywnie ćwiczyć?

Jak się patrzy na piłkarzy z pierwszych stron gazet, z najlepszych klubów, to możemy sobie pomyśleć, że to jest zupełnie inna sprawa. No bo tam już pojawiają się duże pieniądze, sława, piękne kobiety, każde marzenie możliwe do spełnienia na wyciągnięcie ręki. A tacy mali chłopcy?

10-latki, 11-latki? Ani tam pieniędzy, ani sławy, ani tym bardziej póki co pięknych kobiet nie ma. A jednak te treningi i te mecze są najważniejszą częścią ich życia.

Nie chcą stracić ani jednej minuty, którą mogą trenować. Gdybyście widzieli mojego syna… Nieważne, czy pada deszcz, czy świeci słońce, czy zacina pierwszy śnieg. Jak jest na boisku, to kompletnie tego nie zauważa. Jest całkowicie pochłonięty piłką, zaangażowany w drużynę, to, co mówi trener. Niesamowite jest to, że mimo, że tak dużo trenuje, to wciąż chce, żeby przywozić go pół godziny wcześniej, a po zakończonym treningu trudno go zaciągnąć do domu.

Nikt mu za to nie płaci, nikt mu nie daje żadnych materialnych nagród. Wsparcie, nasza obecność jako rodziców, poklepanie po ramieniu, to praktycznie wszystko co dostaje z zewnątrz.

I naprawdę nie jest łatwo. Bo oczywiście wiele razy wygrywa, ale też wiele razy przegrywa. Czasem miewa kontuzje i zdarza mu się płakać z bólu.

Ale trenuje pomimo tego.

Trenuje niezależnie od wszystkiego.

Chce trenować czy jest zdrowy czy kontuzjowany.

I trenuje przy każdej pogodzie.

Trenuje dla siebie.

Trenuje, bo naprawdę tego bardzo chce.

Ilekroć zastanawiasz się czym jest ta tajemnicza motywacja wewnętrzna, ja bardzo polecam: znaleźć najbliższe boisko do piłki nożnej, po prostu usiąść z boku i poobserwować, jak tacy chłopcy grają w piłkę i jak bardzo są zaangażowani w ćwiczenia.

Dzieciaki, którym jeszcze nikt nie zdążył wmówić, że się nie da. Że rzeczy, które uwielbiamy całym sercem, należy porzucić w kąt.

To są dzieciaki, które nie maja problemu z motywacją wewnętrzną, gdy tylko pozwolimy im realizować siebie i swoje pasje.

A jak to jest z nami? Dorosłymi? Ile w naszym dorosłym życiu robimy, bo trzeba, bo wypada?

Bo mamy kredyt w banku, zobowiązania. Bo ciągle słyszymy, że dorośli tak muszą. Podejmujemy mnóstwo decyzji, których tak naprawdę wcale nie czujemy. Chodzimy do pracy, której często nie lubimy.

I dziwimy się, że mamy problem z motywacją? No mamy i  w takiej sytuacji zawsze będziemy mieć.

Jeśli tylko będziemy zmuszać się do rzeczy, które tak naprawdę nam nie odpowiadają…

Jak to jest u Ciebie?

Ile rzeczy robisz, bo trzeba, po powinnaś? Ile z tego, co dzieje się w Twoim życiu i ile z tego, co dzieje się w Twoim biznesie, robisz, bo tak naprawdę czujesz to całym sercem i chcesz? Wiadomo, że w naszym biznesie są też liczne obowiązki, które musimy wykonywać, żeby nasza firma mogła funkcjonować. To, do czego Cię zapraszam, to spojrzenie na proporcje pomiędzy tymi czynnościami, które naprawdę lubisz robić i które sprawiają Ci frajdę a pomiędzy tymi, które trzeba wykonać, choć do super najprzyjemniejszych nie należą.

Czy w swoim biznesie próbujesz się motywować bo rzeczy które robisz bo sprawiają Ci frajdę. Czy raczej więcej jest takich sytuacji, w których się zmuszasz do zrobienia czegoś, choć tak naprawdę wcale nie chcesz tego robić?

Jak to jest u Ciebie?

iTunes AndroidRSSpobierz mp3